Autor: Karolina Miller Dodano: 12 lipca, 2026
Jedni widzą w Zatrutym piórze ordynarną pornografię. Inni manifest przeciwko cenzurze i obronę wolności słowa. Są też tacy, którzy odczytują je jako historię o hipokryzji religii czy społeczeństwa.
Ja widzę w nim coś zupełnie innego – jedną z najdojrzalszych opowieści o ludzkiej moralności
Lustro
Akcja filmu rozgrywa się pod koniec życia markiza de Sade’a, francuskiego arystokraty i pisarza, którego powieści pełne erotyki, przemocy i
seksualnych perwersji od lat budzą zgorszenie. Osadzony w zakładzie dlaobłąkanych Charenton, nie przestaje pisać. Jego rękopisy są potajemnie
wynoszone poza mury zakładu i trafiają do drukarni, wywołując kolejne skandale. Dla jednych de Sade jest uosobieniem moralnego zepsucia. Dla innych niebezpiecznym prowokatorem, którego słowa deprawują społeczeństwo. Władze chcą go uciszyć, lekarz Royer-Collard wierzy, że jedynym sposobem ocalenia moralności jest odebranie mu możliwości tworzenia, a ksiądz Coulmier wierzy w szansę na jego nawrócenie. Nic więc dziwnego, że Zatrute pióro najczęściej odczytuje się jako opowieść o cenzurze, wolności słowa czy konflikcie między ludzkim pożądaniem a religijną moralnością. Wszystkie te interpretacje znajdują w filmie mocne oparcie.
Mam jednak wrażenie, że są jedynie powierzchnią. Bo choć fabuła obraca się wokół pornografii, pytania, które naprawdę stawia film, wcale jej nie
dotyczą. De Sade nie prowokuje dla samej prowokacji, czy z fascynacji erotyką. Prowokuje, bo uważa, że hipokryzja jest gorsza niż niemoralne skłonności, które ludzie próbują ukryć. Swoją literaturą stawia bezlitosne lustro, które mówi:
Tacy jesteście, gdy nikt nie patrzy.
Skurwiel
Abelard Giza, w jednym ze swoich występów, powiedział kiedyś:
Mam teorię, że każdy z nas nosi w sobie skurwiela.
I tym jednym zdaniem w humorystyczny sposób oddał myśl, która wybrzmiewa w Zatrutym piórze. Chodzi o cichy głos w głowie, który czasem
mówi nam by zrobić coś złego, nieakceptowalnego, sprzecznego z wartościami, które wyznajemy. „Skurwiel” nie musi jednak oznaczać okrucieństwa czy przemocy. Może być zazdrością, zawiścią, tłumioną złością, potrzebą dominacji, bycia podziwianym czy chęcią odwetu. Wszystkim tym, czego nie chcemy w sobie widzieć, bo nie pasuje do obrazu człowieka, za jakiego chcielibyśmy uchodzić.
W świecie Zatrutego pióra tę rolę odgrywa pornografia i pożądanie, bo najlepiej pokazują napięcie między ludzkimi impulsami a moralnością epoki. Jednak równie dobrze mógłby opowiadać o strachu, agresji czy pysze. Nie o treść impulsów tu chodzi, lecz o to, co człowiek z nimi robi. Film nie pyta: czy każdy człowiek ma w sobie mrok? Odpowiedź jest oczywista. Stawia ważniejsze pytanie: jaką relację z nim budujemy?
I każdy z głównych bohaterów udziela innej odpowiedzi.
Coulmier - wyparcie
Ksiądz Coulmier stara się postępować właściwie. Kierować się zasadami i tym, w co wierzy. Okazywać miłosierdzie i współczucie. Nie gardzi ludźmi, nie czerpie przyjemności z zadawania cierpienia i szczerze chce ocalić de Sade’a. Odrzuca to, co uznaje za złe, od czynu po myśl. Jego upadek jest tym bardziej tragiczny, że trudno nie nazwać go dobrym człowiekiem.
Coulmier zakochuje się w Madeleine. Pozycja księdza i wyznawana moralność każą mu odrzucić to uczucie. Zaczyna jednak odczuwać zazdrość, frustrację, pożądanie. Im bardziej próbuje zaprzeczać swoim emocjom, tym mocniej te zaczynają przejmować nad nim kontrolę. Uwierzył, że moralność polega na tym, by nie czuć tego, co uznaje za złe. Nie rozumiał, że wyparte impulsy nie znikają. Zaczynają jedynie działać poza naszą świadomością i wracają silniejsze.
Pomylił moralność z niewinnością.
De Sade - utożsamienie
De Sade nie wierzy w moralną niewinność człowieka. Gardzi hipokryzją i grą pozorów. Uważa, że każdy nosi w sobie pożądanie, przemoc i egoizm, a największym grzechem jest udawanie, że jest inaczej. Jego literatura nie ma poprawiać ludzi. Ma stawiać im lustro.
Gdy ksiądz Coulmier odrzuca mrok, de Sade utożsamia się z nim. Nie próbuje nad nim panować i uważa, że nie należy go ograniczać. Buduje wokół niego tożsamość. De Sade trafnie rozpoznaje ludzką naturę, ale wyciąga z tej obserwacji skrajny wniosek: skoro mrok jest częścią człowieka, powinien mieć
pełne prawo głosu. Nie rozumie, że autentyczność nie jest tym samym co moralność. To, że impuls jest prawdziwy, nie oznacza, że powinien kierować
naszym życiem.
Pomylił rozpoznanie z przyzwoleniem.
Madeleine – integracja
Madeleine najczęściej bywa odczytywana jako niewinna ofiara tej historii. Dobra dziewczyna uwikłana w konflikt między dwoma mężczyznami i dwiema skrajnymi wizjami świata. Jednak moim zdaniem to właśnie ona jest moralnym centrum całej opowieści.
Madeleine jako jedyna nie próbuje ani zaprzeczać własnemu mrokowi, ani budować na nim tożsamości. Widzi go, akceptuje i pozwala mu istnieć w bezpiecznej przestrzeni wyobraźni. Najlepiej pokazuje to scena, w której Coulmier pyta ją, dlaczego czyta pornografię. Madeleine odpowiada:
Czytanie pozwala mi przetrwać. (…) Wyobrażam sobie, że pisze o mnie. Odgrywam rolę. Wcielam się w dziwki i morderczynie. Gdybym nie była tak podła na kartach książki, nie potrafiłabym być tak dobra w życiu.
Madeleine nie czyta pornografii dlatego, że chce żyć jak bohaterki de Sade’a. Czyta ją po to, by dać ujście tej części siebie, której nigdy nie chciałaby zrealizować w rzeczywistości. Dlatego tak istotne jest zakończenie filmu. Madeleine umiera jako dziewica. Choć nie wypierała własnych pragnień, mimo że znała je i nie próbowała udawać, że nie istnieją. Potrafiła jednak oddzielić świat fantazji od świata czynów. Literatura staje się bezpieczną przestrzenią, w której mogła się z nimi spotkać.
Royer-Collard - skutki wyparcia
Giza powiedział w swoim stand-up’ie, że ignorowany Skurwiel może się z nas wyrwać i wtedy „robimy coś naprawdę chujowego”. Ponownie za żartem kryje się zaskakująco trafna intuicja. Problemem nie jest odkrycie w sobie czegoś, czego się wstydzimy. Problem zaczyna się wtedy, gdy za wszelką cenę próbujemy uwierzyć, że tego w nas nie ma. Najlepiej pokazuje to doktor Royer-Collard.
Na pierwszy rzut oka stoi po przeciwnej stronie niż de Sade. Walczy z pornografią, rozpustą i niemoralnością. Pozornie chce chronić społeczeństwo
przed zepsuciem. W rzeczywistości sam dopuszcza się największych okrucieństw w całym filmie. Upokarza i znęca się nad pacjentami, więzi przymuszoną do ślubu młodą żonę, wykorzystuje swoją władzę i traktuje ludzi przedmiotowo.
To nie przypadek. Royer-Collard nie zwalcza zewnętrznego zła. Zwalcza własny mrok, którego nie potrafi rozpoznać jako części siebie. Dlatego tak
chętnie dostrzega go poza sobą: w książkach, w de Sadzie, w seksualności, w innych ludziach. Im bardziej wypiera to, czego w sobie nie akceptuje, tym
zajadlej zwalcza to w innych. Film nie sugeruje, że każde wyparcie prowadzi do przemocy. Pokazuje jednak, jak niebezpieczne mogą być jego konsekwencje, gdy człowiek traci kontakt z własnym odbiciem.
Spojrzeć w lustro
Często słyszymy, że powinniśmy postępować tak, by móc bez wstydu spojrzeć w lustro. Problem w tym, że lustro nie zawsze pokazuje osobę, którą chcielibyśmy zobaczyć. Czasem odbija zazdrość, pychę, pożądanie, gniew albo tchórzostwo. Myśli, emocje i pragnienia, które nie pasują do obrazu człowieka, za jakiego chcemy uchodzić.
Co wtedy robimy?
„Zatrute pióro” pokazuje cztery możliwe odpowiedzi.
– odwrócić wzrok jak Coulmier. By nie widzieć tego, co burzy obraz człowieka, którym pragniemy być. Uznać, że moralność oznacza nie mieć pewnych impulsów i skłonności.
– patrzeć z fascynacją jak De Sade. Widzieć w odbiciu prawdę o ludzkiej naturze i uznaje, że skoro jest prawdziwa, należy pozostać jej wiernym. Utożsamiać moralność z otwartym przyznawania się do niej.
– rozbić lustro jak Royer-Collard. Nie akceptować własnego odbicia i niszczyć wszystko, co nam je przypomina. Walczyć z niemoralnością innych, nie dostrzegając własnej.
– patrzyć bez lęku jak Madeleine. Nie odwracać wzroku. Nie rozbijać lustra. Nie zakochiwać się we własnym odbiciu. Przyjąć je takim, jakie jest, a potem spokojnie decydować, że to nie ono będzie wybierało drogę, którą pójdzie. Rozumieć, że najlepszą drogą do pozostania wierną własnym wartościom jest otwarte uznanie, że nie wszystkie nasze skłonności są z nimi tożsame. Bo dopiero wtedy może podjąć świadomą decyzję, by im nie ulegać.
Właśnie dlatego uważam, że jeśli Zatrute pióro jest filmem o cenzurze, to w znacznie szerszym sensie, niż zwykle jest przedstawiany. Najgroźniejsza cenzura w Zatrutym piórze nie polega na paleniu książek. Polega na udawaniu, że pewnych myśli, emocji i pragnień, które nie pasują do obrazu człowieka, za jakiego chcielibyśmy uchodzić, po prostu w nas nie ma.
Film nie zachęca jednak ani do życia bez ograniczeń, ani do tłumienia własnych impulsów. Pokazuje, że między wyparciem a przyzwoleniem istnieje jeszcze trzecia droga. Taka, która nie wymaga od nas ani udawania kogoś lepszego, ani usprawiedliwiania wszystkiego, co czujemy. Wymaga jedynie odwagi, by spojrzeć w lustro, i odpowiedzialności za to, co z tym odbiciem zrobimy.